wtorek, 16 lutego 2016

Chefs 2015/FR

Jeśli ktoś utknął w postmodernistycznym przekonaniu, że w serialowym półświatku widział już wszystko, to spokojnie może sięgnąć po tę pozycję, żeby ruszyć dalej. BChefs to serial "do niczego wprost niepodobny". Ja przynajmniej nie znam innych metafizycznych thrillerów kuchennych:)


W gotowaniu chodzi o opowiadanie. To zdanie z przedostatniego odcinka zdaje się być wiązką mętnego światła rzuconą nam litościwie na tę mroczną i jednocześnie tak prostą, że aż podejrzaną historię. I cieszę się, że padło, bo prawdopodobnie do tej pory nie wiedziałabym, o co właściwie chodziło twórcom serialu. Choć, oczywiście, być może nadal nie wiem. Niewątpliwie jednak mamy tu do czynienia z okrutnym, wręcz demonicznym światem grande cuisine. A to już sam w sobie grande temat:)

Jeden z głównych bohaterów, którego bezimienna tożsamość (i całe życie) sprowadza się do bycia le chef, słynny i nie mniej szalony szef kuchni (naprawdę zdolny do wszystkiego, no ale przecież z tego słyną kulinarne tuzy), co roku przyjmuje w podwoje swojego królestwa jednego, dopiero co zachłyśniętego wolnością, byłego więźnia. Tym razem na resocjalizację wśród trufli załapuje się Romain. Ponadprzeciętne zainteresowanie jego postacią dość szybko sugeruje, że nie jest to osoba postronna, ale na tym należałoby poprzestać, jeśli nie chcieć odebrać widzowi resztki jakiejś tajemnicy do odkrycia. 

Na tle całej galerii postaci, które w większości związane są w jakiś sposób z biznesem restauracyjnym/gotowaniem wyróżnia się tylko jedna. Delphine, nowa menadżerka, z początku zupełnie nie budzi sympatii. Skupiona na sukcesie finansowym restauracji, trzeźwo myśląca, z irytacją patrząca na le chef, nie potrafiąca dojść z nim do porozumienia. Ich konfrontacje to istne przepychanki serca i rozumu. Patrząc na niego, widzimy romantyka, człowieka honorowego (niech scena z psami świadczy właśnie o tym, nie o zupełnym braku rozsądku:), dla którego kuchnia to co najmniej świątynia; patrząc na Delphine widzimy perfekcjonistkę pozbawioną krzty romantyzmu i zrozumienia dla jakiegokolwiek geniuszu, zainteresowaną jedynie branżowymi recenzjami i promocją w telewizji. Jednak mniej więcej w połowie serialu zaczyna się ona wydawać jedyną ostoją normalności w świecie przedstawionym. Bo świat ten w pewnym momencie, po prostu staje się męczący, wszędobylska oniliryczność, metafizyka sosów i spontaniczne seanse spirytystyczne nad garnkami w tak dużym natężeniu, że po jakimś czasie zaczynają ciążyć i tracą jakąkolwiek wiarygodność, choć, trzeba przyznać, nie stają się jeszcze śmieszne. 
Śmiesznych jest natomiast kilka scen z jej udziałem, chociaż może "śmieszne" to trochę za duże słowo. To kilka momentów, w których Delphine rozładowuje, po prostu, to nigdy niemalejące napięcie, a to jedynie swoją miną wyrażającą, jak bardzo ma już wszystkiego dość, czy cichym komentarzem, nie słyszalnym dla postronnych.


To jednak tylko sekundy odprężenia dla widza, bo w cuisin nie ma miejsca na żarty, tutaj wszystko odbywa się śmiertelnie poważanie. Dosłownie. W tej jednej restauracyjnej kuchni dzieje się znacznie więcej niż tylko komponowanie dań (by nie używać tego banalnego "gotowania", które zresztą do tego serialu zdecydowanie nie pasuje;) Życie tu to walka, i ta dosłowna na pięści, i te bardziej wyrafinowane "na smaki", po których ktoś musi oddać fartucha;) albo stracić najbardziej ekskluzywnego (i nie mniej metafizycznego) dostawcę warzyw. Tak, w tym świecie dostawa produktów najwyższej jakości to sprawa życia i śmierci. 
Bohaterowie żyją w permanentnym napięciu, pod ciągłą presja, w niepewności. Jest śmierć, jest miłość, namiętność, dramat, walka, zemsta, wzloty, upadki i cała reszta smaków życia, opowiedzianych w kuchni. Bo w  gotowaniu chodzi o opowiadanie. 

Jest to pozycja dość specyficzna, i nie ogląda się tego miniserialu (6 odcinków) łatwo, pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Zapewne jednak spodobać może się tym, którzy do świata kuchni podchodzą emocjonalnie, nie traktując gotowania jako zło konieczne. Albo po prostu poszukują nowych wrażeń audiowizualnych. To serial dla smakoszy, cokolwiek to znaczy;)

Serial można obejrzeć z angielskimi napisami.

J.B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz